Uważaj, kiedy w progi moje wejdziesz…

Rozdział XVI

Wiatr wzmógł się, a chłód rozsiadł wygodnie w powietrzu, Joanne przekręciła kluczyk. Starter zakręcił, silnik zamruczał, podejmując pracę bez zastanowienia. Wyjechały za ogrodzenie. Diana, siedząc na tylnej kanapie, przychyliła się, wsadzając głowę pomiędzy Joannę i Marię.
– I jak myślicie, co dalej robimy z tym wszystkim?
Joanne wzruszyła ramionami.
– Nie wiem, zdaję się na Marię, zupełne nie wiem jak dobrać się do historii, która zaczęła się w przeszłości. Gdzie szukać jakichś informacji? Nic nie wiem.
– A ty Mario co sądzisz? – Diana spojrzała w stronę Marii.
– A ja sądzę, że chyba wiem jak dobrać się do przeszłości.
Joanne wyjechała właśnie z polnej drogi i skręciła w dugą, brukowaną, na której końcu był wyjazd z lasu.
– Co masz na myśli? – dopytywała Diana.
– Nic takiego, zaraz się dowiesz. – Odparła Maria, jakby myślami była zupełnie gdzie indziej – Zatrzymaj tutaj Joanno. No zatrzymaj – powtórzyła, nie widząc reakcji.
– Po co? Co się stało?
– Zatrzymaj. O! Tu na poboczu. Wjedź w te krzaki, tak aby nie było widać samochodu.
– Po co?
– Rób, co mówię!
Joanne zjechała z drogi, starając się delikatnie wjechać pomiędzy gęste gałęzie. Kiedy się jej to udało, zatrzymała samochód.
– Zgaś światła i wyłącz silnik. Szybko! – Zakomenderowała Maria.
Joanne czując w jej głosie napięcie, posłusznie przekręciła kluczyk i zgasiła światła. Zapanowała cisza, nawet gadatliwa Diana nie odezwała się ni słowem. Siedziały chwilę w milczeniu.
– Co się stało? – Szeptem zapytała Joanne. – O co chodzi?
– Maria przyłożyła wskazujący palec do ust. W tym momencie dało się słyszeć z daleka jakiś pomruk. Joanne rozpoznała dźwięk silnika. Po sekundzie zza zakrętu wyłoniły się światła. Wszystkie odruchowo zniżyły się na siedzeniach. Samochód powoli przejechał obok nich i zaczął się oddalać. Podniosły się i w milczeniu obserwowały znikające światła w oddali. Joanne spojrzała na Marię.
– Co to było? Skąd wiedziałaś? Co tu się dzieje?
– Ale jazda! Co to było? – Zawtórowała jej Diana.
– Jezu nie małpuj mnie! To ja zapytałam pierwsza. Więc co to było Mario?
– Samochód. – Odparła spokojnie Maria – Nie widziałyście?
– Rany, kupa wariatów. – Joanne sięgnęła ręka do stacyjki i chciała przekręcić kluczyk, kiedy Maria złapała ją za rękę.
– Nie jedziemy!
– Co jest? Jeszcze jeden?
– Nie. Wysiadamy. – Odparła.
– O nie, nigdzie nie wysiadam, dopóki nie powiesz, o co tu chodzi, kto to był? – Zaoponowała Joanne.
– Tak jest Mario, zgadzam się z Joanną, ale jak na razie podoba mi się to wszystko – Zawtórowała podniecona Diana.
– Wariatka – skomentowała z rezygnacją Joanne.
– Nie wiem, kto to był. Miałam wrażenie, że cały czas jesteśmy obserwowane. Kiedy byłyśmy na spacerze, zauważyłam stojący w zaroślach samochód, wyglądało jakby ktoś chciał go ukryć.
– Nic nie mówiłaś – z wyrzutem powiedział Joanne.
– Nie ma czasu, wysiadamy. – zakomenderowała Maria.
– Zaraz, zaraz, ale po co?
– Właśnie Mario, po co? – Powtórzyła rozemocjonowana Diana.
Joanne spojrzała na Dianę zabójczym wzrokiem.
– No co? – Bąknęła.
– Nic, przestań po mnie powtarzać. – siląc się na spokój, odpowiedziała Joanne.
– Więc Mario, po co mamy wysiadać?
– Wracamy, idziemy do tego opuszczonego domu, nadszedł czas, aby coś nam o sobie opowiedział.
Joanne patrzyła na nią z niedowierzaniem
– Chyba nie mówisz serio?
– Jak najbardziej – odparła Maria.
– Nie mogłaś sobie wybrać lepszej pory niż noc?
– No właśnie nie bardzo. Jak widziałaś, jesteśmy obserwowane, nie chciałam, aby ten ktoś, kimkolwiek jest, wiedział, że tam idziemy.
– Ale fajowo – zapiszczała Diana. – To, co idziemy?
– A nie możemy podjechać samochodem? – Zapytała Joanne.
– Nie. Musimy się zakraść, nie wiem, czy ktoś nie został, aby obserwować oba domy.
Joanne westchnęła, popatrzyła na Marię i na Dianę.
– No dobra, to idziemy. – powiedziała z rezygnacją.
Kobiety prawie równocześnie otworzyły drzwi. Kiedy tylko wyszły, na niebie błysnęło się, a po sekundzie dał się słyszeć grzmot.
– O rany, jeszcze na dodatek zmokniemy. – Powiedziała Joanne, wychodząc na drogę.
– Hej! Joanno! Psyt… Nie idziemy drogą. – Syknęła Maria.
Joanne obejrzała się i zobaczyła, że stoi sama, a głos dochodzi z pobliskich krzaków. Spojrzała w niebo i pomyślała; boże widzisz i nie grzmisz. W tym momencie błysnęło i ponownie huknęło jak z armaty, pierwsze mokre krople spadły na jej nos. Ruszyła szybko w stronę krzaków.
Maria szła pierwsza za nią Diana na końcu Joanne. Szły wzdłuż drogi, potykając się co chwila o jakieś korzenie, tylko Maria stąpała pewnie i bezszelestnie jakby las nie stanowił dla niej żadnych tajemnic, nawet nocą. W momencie, kiedy dotarły pod dom Mariusa Lamparda, deszcz przedarł się przez gałęzie i grubymi kroplami spadającymi z liści bombardował je bezlitośnie. Od domu oddzielała je tylko mała dzika ścieżka i ogrodzenie porośnięte żywopłotami. Zatrzymały się równocześnie, przez chwile w milczeniu patrzyły na tę ścianę zieleni, która rysowała się po drugiej stronie ścieżki.
– No i co teraz Mario jak tam wejdziemy? Nie mów mi, że przez płot – odezwała się Joanne.
– Tak by było najlepiej, ale nie damy rady.
– Damy radę. – z pewnością w glosie odezwała się Diana.
Maria i Joanne spojrzały na Dianę, później na jakiś dwu i pół metrowy, ściśle zarośnięty, nieprzycinany, szeroki na jakieś półtora metra, obrośnięty dodatkowo gęstymi dzikimi krzakami żywopłot, potem spojrzały znowu na Dianę.
– Dziecko czy ty aby nie przesadzasz? – zapytała Maria z udawanym politowaniem.
– Za tym żywopłotem jest jeszcze wysoki mur. – Powiedział Joanne.
– No dobra, dobra, może się zapędziłam. To jak wchodzimy?
– Normalnie, furtką, a później drzwiami. – Szepnęła Maria.
Teraz Joanne spojrzała na Marię
– A jak chcesz je pokonać? Czy przypadkiem teraz ty się nie zapędziłaś?
– Normalnie. Chodźcie – kiwnęła ręką i pierwsza ruszyła w stronę domu.
Okrążyły dom i doszły do ściany frontowej. Idąc wzdłuż muru, szybko dotarły do furtki. Maria zaczęła grzebać w fałdach spódnicy, po chwili wyjęła pęk kluczy. W świetle księżyca Joanne dojrzała te same klucze, które były przy zwłokach. Maria wybrała jeden i wsunęła do zamka, przekręciła. Dało się słyszeć zgrzyt metalu.
– Skąd wiedziałaś? Zapytała.
– Nie wiedziałam, przypuszczałam tylko. Ukradli tylko te klucze, do czegoś były im potrzebne, reszta nasuwa się sama. – Odpowiedziała Maria, popychając furtkę.
Kobiety szybko wślizgnęły się i równie szybko zamknęły ją za sobą.
– Mario jesteś genialna szepnęła Diana.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Literacha  –  Name the Author
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>