Trzy…

Rozdział XVI

Joanne jechała do swojego sklepu nie wiedząc co o tym wszystkim ma myśleć. Niby wydarzyło się wiele ale w zasadzie niczego nowego się nie dowiedziała. Wszędzie ślad się urywał. Po przyjeździe zrelacjonowała Marii przebieg wydarzeń. Ta pokiwała głową bez słowa, właśnie kończyła parzyć herbatę wlewając esencje do filiżanek. Było coś malowniczego w całej tej scenie. Półmrok zaplecza rozpraszany przez starą lampę oraz Maria. Jej linia ciała, smukłe palce, para unosząca się białą mgiełką, długie gęste włosy upięte wysoko, z których uwolnił się właśnie mały kosmyk i zsuną na policzek. Maria odruchowo poprawiła go ale natychmiast opadł ponownie. A gdyby w tle puścić starego nieśmiertelnego Mozarta… – przebiegło Joanne przez myśl. Poczuła fale ciepła, było coś fascynującego w świadczeniu takiej nic nie znaczącej ulotnej chwili. Kobieta skończyła wreszcie nalewać herbatę i odstawiła imbryk. Wysunęła spinkę, podeszła do lustra i zaczęła poprawiać fryzurę.
– No to nadal stoimy w miejscu – powiedziała niewyraźnie przytrzymując spinkę ustami. – Ciekawe, że tak trudno dotrzeć do tej Sophie. Zastanawiam się, czy to nie jest jakaś wielka mistyfikacja, może ta Sophie wcale nie jest córką Mariusa tylko się pod nią podszywa? – Wyjęła spinkę z ust i wsunęła we włosy.
– Myślisz, że ktoś chce przejąć majątek po nim? Joanne zaintrygowała ta myśl ale po chwili wzruszyła ramionami – To trochę dziwne, jakiś wariat chce kupić mój dom rodzinny, ktoś inny próbuje wejść w posiadanie majątku Mariusa, o co w tym wszystkim chodzi, jaki to ma związek?
Maria która w międzyczasie przeniosła już filiżanki na stolik przerwała nalewanie wrzątku i spojrzała na nią.
– Myślę, że to te same osoby. Tak naprawdę, to mam wrażenie, że nie chodzi o te domy ale o to co w nich może być. Czy wiesz z jakiego banku był ten samochód który odwoził ją pod dom tych Longfellow ?
– Niestety, wiem tylko, że był żółty – odparła Joanne.
– Żółty powiadasz… – Maria zastanowiła się marszcząc czoło – Czekaj, czy nie taki kolor mają samochody „Central bank of the Paddington” tego Martensa dla którego pracuje czasami nasz Aquarius?
– Nie jestem pewna, ale chyba masz rację !
– A widzisz! – Ucieszyła się Maria. – Więc jednak mamy poszlakę której tropem możemy się udać.
– Niby tak, tylko jak tam dotrzeć nie wzbudzając podejrzeń. Pojechać i kontynuować rolę poszukującej swojej siostry?
– Nie, to zły pomysł, mogą tam cię znać.
– Więc co robimy?
– Wyślemy tam Dianę – Odparła spokojnie Maria.
Na twarzy Joanne odmalowało się zaskoczenie.
– Jak to? Dianę? Nie możemy mieszać jej do tego, tym bardziej, że zaczyna to być niebezpieczne.
– Możemy. – odparła Maria – A nawet musimy, po prostu nie widzę innego wyjścia, po drugie co jej może grozić na terenie firmy Martensa i to na dodatek w biały dzień? Nie czekając na reakcję Joanny zawołała w głąb sklepu;
– Diano! Możesz tu podejść do nas?
Musimy ją wtajemniczyć. – Dodała już ciszej. – To zaczyna cię przerastać, sama jedna nie dasz rady. Będzie bezpieczniej jak we dwie zaczniecie działać. Ja muszę siedzieć w antykwariacie. – Urwała, a widząc, niewyraźną minę Joanne, zbliżyła się i wzięła ją za rękę.
– Diana to rozgarnięta i dyskretna dziewczyna, a i dam sobie rękę obciąć, że odwagi i sprytu jej nie brakuje. – Powiedziała spokojnie.
– To wariactwo Mario.
– Nie, to rozsądek. Ci którzy wtargnęli w twoje życie też nie działają w pojedynkę, poddaj to ku swojej rozwadze.
W tym momencie na zaplecze wpadła zdyszana Diana;
– No jestem , coś się stało? – Spojrzała pytająco.
– Coś ty taka zziajana? Siadaj – powiedziała do niej Maria – Lubisz powieści sensacyjne?
– Nie rozumiem, powieści? – Na twarzy Diany pojawiło się zdziwienie.
– Tak, powieści sensacyjne. Pytam bo właśnie mamy zamiar ci jedną taką opowiedzieć.
– To jakiś żart? – spojrzała na Joanne
– Niestety to nie żarto Diano. – Westchnęła Joanne – Potrzebuję twojej pomocy, oczywiście jeśli odmówisz nie będę zaskoczona i nie będę miała żadnych pretensji.
Przez kolejne piętnaście minut Maria wprowadzała Dianę w przebieg wydarzeń począwszy od śmierci matki Joanny, aż po dzień dzisiejszy. Dziewczyna milczała, mówiła za nią jedynie mimika jej twarzy, zmieniająca się pod wpływem przekazywanej relacji. Joanne jak przed chwila profil Marii tak teraz obserwowała jej twarz. Nie mogła oderwać oczu od tej perfekcyjnej, momentami subtelnej gry mięśni i kolorów, cieni i półcieni. Jak można to namalować, jak przekazać tę sekwencję zdarzeń w zatrzymanym kadrze jakim jest obraz – zastanawiała się odpływając myślami w zupełnie inną krainę, kiedy wyrwał ją głos Diany:
– A więc to wypowiedzenie najmu lokalu to też nie przypadek?
– Tak Diano, to nie przypadek. Teraz już wiesz wszystko i znasz przyczyny kłopotów Joanny.
– Naprawdę nie wiem co powiedzieć, w każdym razie.. – Diana nieśmiało spojrzała na Joanne praktycznie się nie znały ponadto dzieliła je spora różnica wieku; wszystko to powodowało, że Diana czuła się trochę zaskoczona.
– Dziękuję za zaufanie. – Dokończyła.
Maria nie zwracając uwagi na jej zmieszanie kontynuowała.
– Chciałyśmy cię prosić, abyś w jakiś sposób, dajmy na to, pod pretekstem poszukiwania pracy, spróbowała się czegoś dowiedzieć w Banku Martensa. Joanne mogą tam znać więc sama rozumiesz, że nie może tam się pojawić.
– No ale z twego co zrozumiałam, pewności nie ma, że ta dziewczyna pracuje u Martensa.
– No właśnie chcemy to potwierdzić albo wykluczyć.
Diana zwilżyła usta językiem, już od pół godziny chciało się jej pić i zawsze coś jej to uniemożliwiało.
– Mogę spróbować, nie widzę problemu. – Wzruszyła ramionami jakby nawet zawiedziona, że zadanie jest takie proste.
– Jest jeszcze herbata? – Zapytała wstając od stolika.
Tak, jest, tylko woda pewnie już ostygła. – Odparła Maria.
– A ja mam wrażenie, że to się nie uda, pewnie była podrzędną pracownicą. Nie wszyscy musza ją znać – Wtrąciła milcząca do tej pory Joanne.
– Ale w banku nie pracują setki osób, powinni się znać. – Zaoponowała Maria.
– A ja zgadzam się z Marią i uważam, że to nie będzie trudne – przerwała Diana wracając z pełną filiżanką w ręku.
Maria spojrzała na nią zaskoczona.
– Skąd ta pewność?
– No, jak to? Kto moje panie, pracuje w banku?
Maria z Joanne spojrzały na siebie potem na Dianę.
– Jak to, kto? – Wzruszyła ramionami Joanne.
– No kto? – Powtórzyła Diana – No jaki personel jest główną siłą napędową banków? – Naprowadzała zerkając raz po raz to na Joannę to na Marię.
Maria zmrużyła oczy, spoważniała, po kilku sekundach jej twarz rozluźniła się i nawet pojawił się cień uśmiechu.
– Nie wierzę, co z ciebie wyrośnie dziewczyno? Diabeł, no, diabeł wcielony – Kręciła głową w dezaprobacie, choć jej twarz i ton głosu wyrażał zupełnie coś innego.
Joanne zaś patrzyła na nie obie i zaczynała odnosić wrażenie, że ma do czynienia z dwiema Mariami, jedną w wersji dwudziestoletniej i drugą czterdzieści lat później
– Dobrze się bawicie? Wtrąciła. – Może tak mnie oświecicie, co się roi tam w tych waszych umysłach, bo chyba nie nadążam.
– Mężczyźni się nam roją. – Zaśmiała się Maria.
– Dokładnie – Z gorliwą aprobatą przytaknęła wesoło Diana.
Maria podniosła się z krzesła i skłoniła teatralnie.
– Joanno zaraz przedstawię ci tok rozumowania naszej młodej pracownicy. Popatrz, kogo widzisz? – Wskazała na siedzącą z miną niewiniątka Dianę.
– Piękną dziewczynę, której nie oprze się żaden mężczyzna, a dokładniej mówiąc – żaden bankier. A teraz dlaczego nasza Diana uważa, że Sophie musiała być zauważona? Bacz na jej myśl przednią jak mniemam a brzmi ona; w tłumie mężczyzn kobieta zawsze zostanie dostrzeżona, nawet jeśli jest podrzędną pracownicą. Czyż nie genialne? Widzisz jaki ma pomyślunek – Widzisz, mówiłam ci, że z Diany będzie idealny agent. Ma głowę na karku! – Zakończyła z triumfem Maria.
Joanne pokiwała głową z politowaniem.
– Jesteście szalone.
– No cóż Joanno, świat ciągną do przodu tylko szaleńcy – Odpowiedziała Maria – A wracając do tematu, jutro musisz dać wolne naszej pani detektyw, co by mogła rozpocząć polowanie na jakiegoś bankiera.
– Róbcie co chcecie, ja na dzisiaj pasuję, jadę do domu. Zmęczyło mnie to śledztwo, wczoraj dzwonił Michael i zaprosił mnie do galerii. Muszę się jakoś doprowadzić do porządku, przebrać, a nawet nie mam pomysłu. Na dodatek czuję, że zaraz rozboli mnie głowa.
– Mała czarna jest dobra na wszystkie okazje…– Wzruszyła ramionami Diana.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Literacha  –  Name the Author
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>