Pojadę tam jeszcze dzisiaj…

Rozdział XIII

W poniedziałek z samego rana Joanne zadzwoniła do Johna Branda, właściciela lokalu. Chciała mieć ta rozmowę za sobą, nalegała na spotkanie natychmiast. Brand początkowo trochę się opierał, wolał popołudniowa porę, uległ jednak i zgodził się na godzinę jedenastą. Joanne, zjadła śniadanie które przygotowała Ellen, później zadzwoniła do Marii. Nie widziała dlaczego, ale czuła potrzebę przekazania jej tej prostej wiadomości, że umówiła się z Brandem na spotkanie. Po rozmowie spędziła dwadzieścia minut przed lustrem w łazience. Kiedy uznała, że jest gotowa, wyszła. Spotkanie miało się odbyć się w mieszkaniu Branda, na drugim końcu miasta, za rzeką. Kiedy dojechała była za pięć jedenasta. Drzwi otworzył sam Brand. Mieszkał w skromnym mieszkanku na pierwszym piętrze. Jego żona, odeszła od niego dziesięć lat temu, od tego czasu zdziwaczał trochę, zamknął prowadzony sklep meblowy i sprzedał mieszkanie w centrum miasta, kupił małą klitkę na obrzeżach i prawie z niej nie wychodził. Po krótkim przywitaniu przeszli od razu do sprawy. Brand wyraził wielki żal i ból z jakim musi się rozstać z tak wspaniałym dzierżawcą lokalu. Joanne wprawdzie próbowała go przekonać aby zmienił zdanie, jednak trafiała na tak wyraźny opór, że szybko zrezygnowała. Widząc, że sprawa jest przegrana postanowiła ustalić jak najdłuższy termin opuszczenia lokalu. Na tym polu też nie wiele wskórała. Brand upierał się aby był to jeden miesiąc. Na koniec zapytała o nowego najemcę. Mężczyzna zmieszał się i wykręcił od odpowiedzi. Joanne doszukała się jego głosie nuty strachu. Pomimo że nie udało się jej niczego załatwić wyszła z jego domu, pełna optymizmu i energii jaka towarzyszy zamykaniu jednego rozdziału i rozpoczynaniu kolejnego. Wsiadając do samochodu zauważyła po drugiej stronie ulicy znajomą twarz, nie mogła sobie w pierwszej chwili przypomnieć skąd zna tego człowieka, dopiero kiedy ruszyła doznała olśnienia; to był mężczyzna który ofiarował jej kwiaty – świat jest mały – pomyślała i ruszyła z piskiem opon. Po drodze do antykwariatu wstąpiła po ciastka do cukierni Rawleyów, kupiła też gazetę.
W Antykwariacie Maria z Dianą uwijały się przy jakiejś parze klientów. Joanne nie chcąc przeszkadzać znikła na zapleczu. Wstawiła wodę na herbatę, rozstawiła talerzyki i rozpakowała ciastka. Przypomniała sobie słowa pana Rawleya, że słodkości są dobre, i w dniu szczęścia, i w dniach smutku. Uśmiechnęła się do tej myśli, kiedy w drzwiach pojawiła się Maria.
– Witaj Joanno i jak poszło ?
– No cóż, od dzisiaj priorytet, to szukanie nowego lokum.
– Ile mamy czasu ?
– Miesiąc, jedynie miesiąc.
– To nie wiele, a co z umową?
– Cóż, Pan Brand powołał się na nieprzewidziane okoliczności życiowe, a takowa klauzula znajduje się w umowie. Oczywiście jak będziemy upierać się przy dłuższym terminie, ustąpi, jednak bardzo prosił aby zmieścić się w miesiącu, zaznaczył, że tak będzie lepiej. Co miał na myśli, nie wiem.
– A dowiedziałaś się czegoś o tym nowym najemcy? – zapytała Maria.
– Nic, jednak jak tylko o nim wspomniałam, zrobił się, nerwowy i jakiś wystraszony.
– Musimy uświadomić Dianę, ona tak się cieszy, że jest tu z nami, a w tej sytuacji chyba nie będzie możliwości jej zatrzymać, zresztą decyzja należy do ciebie, nie chcę się wtrącać.
– Wiem, zaraz jej o tym powiem.
– Widzę, że kupiłaś nam coś słodkiego, zrobię herbatkę.
– Właśnie chciałam cię o to prosić.
Maria odwróciła się w kierunku sali i zawołała.
– Diano pozwól do nas na chwilę, napijemy się herbaty.
– Już idę – dał się słyszeć z głębi głos dziewczyny – dwie minutki, już kończę.
– Ustawia na miejsce rzeczy które oglądała ta para. Wyobraź sobie, chcieli kupić sekretarzyk, obejrzeli wszystkie lampy naftowe, w rezultacie kupili zegar na kominek – tu Maria wzruszyła ramionami, co miało znaczyć, że nigdy nie zrozumie klientów.
Kiedy rozlewała herbatę do filiżanek na zapleczu pojawiła się uśmiechnięta Diana Po chwili, wszystkie trzy, siedziały i pałaszowały niezrównane wyroby Rawleyów.
– Mario, a jak tam, dzwoniłaś pod ten numer, tej no, jak jej tam…Sophie?
– Tak, dzwoniłam i udało mi się nawet dodzwonić, ale ten numer, jak się okazało, należy do jakiejś kancelarii prawniczej, zapisałam ci adres.
– Myślałam, że to jej telefon.
– Niestety nie.
– Pojadę tam jeszcze dzisiaj, nie ma sensu tego odwlekać, chcę jak najszybciej wyjaśnić ten cały galimatias. Nie ma wielu klientów dacie sobie radę same
– Możecie nawet obie jechać, sama sobie dam radę – powiedziała Diana.
– O! Jaka harda – zażartowała Maria zerkając na Joanne.
– No co, sama mówiłaś, że jestem dobra.
– A no mówiłam. Tylko…– Maria nie dokończyła.
– Tylko co?
– Słuchaj Diano, – Joanne zwróciła się do dziewczyny, – mam niemiłą wiadomość, musimy zmienić lokal, wypowiedziano nam umowę, będę musiała zaczynać w nowym miejscu od zera i.., nie będzie mnie stać na pracownika.
Diana patrzyła na nią swoimi wielkimi oczami jakby nie rozumiejąc co Joanne chce jej przekazać.
– Ale… – urwała – …ale ja na pewno się przydam. – Spojrzała na Marię tam szukając ratunku, a widząc, że ta milczy, zwróciła się do Joanny. – Ja nie potrzebuję tej pensji, już mówiłam na początku, nie jest dla mnie ważna.
– Tak, ale chodzi o mnie, nie mogę tak cię wykorzystywać Diano.
Dziewczyna widząc, że zrzeczenie się pensji to jedyna jej szansa, zaczęła nalegać.
– Joanno naprawdę to dla mnie żaden kłopot, całe życie się nudzę, tatko dostarcza mi wszystkiego co sobie zażyczę, oglądam tych bogatych bufonów którzy przewijają się przez dom, uczestniczę w nudnych rautach i odganiam się od starych śliniących się na mój widok amantów. – Założyła ręce na piersiach – Chcę zostać z wami i pomóc! – dodała naburmuszona jak mała obrażona dziewczynka.
Joanne patrzyła na nią z lekkim rozbawieniem. Z miłą chęcią zamieniła by się z Dianą, na jakiś czas, aby pooglądać tych bufonów.
– Dobrze Diano, jeśli tylko chcesz pomóc to nie mogę ci zabronić, jednak nie wiem co na to twój ojciec.
– Tata? Tata jeszcze nam pomoże jak tylko zechcę!
Joanne miała wrażenie, że ta mała dziewczynka jeszcze przy tym tupnie nóżką.
– Nie, nie. Nie zwracajmy mu głowy, na pewno ma mnóstwo swoich problemów, sami sobie damy radę.
Po chwili po ciastkach pozostały tylko małe okruszki, Joanne dopiła kawę. – Dobrze teraz do dzieła, jadę do tej kancelarii, – powiedziała wstając od stolika – Acha, Mario, kupiłam gazetę, zobacz czy są tam jakieś ogłoszenia o wynajmie.
Maria szybkim ruchem przechyliła filiżankę, biorąc ostatni łyk.
– Zaraz przyniosę ci ten adres, zapisałam go w notesie.
Joanne wzięła torebkę i kluczyki do samochodu. Diana zaczęła sprzątać ze stołu. Joanne spojrzała na nią, dziewczyna która ma wszystko i na pewno w domu nie musi sprzątać, tutaj robi to zmotywowana nudą i to z taką wprawą, jakby nic innego w życiu nie robiła. Dziwny jest ten świat pomyślała.
– Tu masz, ten adres przepisałam go. – Maria podała jej kartkę
– Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Literacha  –  Name the Author
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>