Nić greckiej Ariadny…

Rozdział XIX

Dzień w sklepie zleciał nie wiadomo kiedy i nie udało się znaleźć czasu na rozmowę. Klientów było tyle, co zwykle, ale mnogość drobnych spraw, jakie nagromadziły się tego popołudnia, całkowicie wypełniła czas. Zamówienia telefoniczne, płatności, dostawy, rozliczenia, spadły na całą trójkę niczym lawina, nikt nie mógł narzekać na brak pracy. Diana została, aż do zamknięcia, przyjechała samochodem ojca i nie musiała martwić się o powrót, sądziły więc, że na spokojnie, porozmawiają po pracy. Kiedy jednak zamknęły się drzwi za ostatnim klientem, były tak zmęczone, że zapał do rozmowy, na temat nowego antykwariatu, gdzieś prysł. Wprawdzie zasiadły przy stole i próbowały go wskrzesić, ale po pół godziny zrezygnowały. Diana zaproponowała wstąpienie do pobliskiego pubu, sądząc, że zmiana otoczenia dobrze im zrobi. I tak też się stało, po pierwszej lampce wina energia wróciła, ale rozmowa nie wiadomo kiedy zeszła na temat nowych trendów w modzie, a później zamieniła się, w zwykłe plotkowanie o mężczyznach. Po dwu godzinach zmęczenie znowu dało znać o sobie. Diana zaproponowała, że odwiezie Marię do domu. Kiedy wyszły na zewnątrz, pożegnały się serdecznie. Joanne machała im na do widzenia, do momentu, w którym tylne światła samochodu nie zniknęły za zakrętem. Znowu poczuła znużenie, stare dokumenty, jakie wzięła od Marii, rzuciła wraz z torebką na siedzenie. Przetarła powoli dłońmi twarz, wsadziła kluczyki do stacyjki i zapaliła silnik. Lubiła te chwile o zmroku, kiedy na ulicach gwar cichł, ulice pustoszały, chodniki przestawały szwargotać krokami ludzkich stóp. Miała wrażenie, że wraz z tą chwilą głośniejsze stają się jej własne myśli. Zawróciła na jezdni i powoli ruszyła. Kiedy przyjechała do domu, zrobiła sobie drinka, zapaliła lampkę i usiadła. Rzuciła dokumenty przed siebie, na stół. Były już szare, ich biel gdzieś znikła wraz z czasem, który był świadkiem ich powstania. Wzięła pierwszy z brzegu, dotyczył zakupu jakiegoś obrazu, nie sądziła, aby miało to jakieś znaczenie. Wzięła następny, był to kwit bagażowy londyńskiej kolei. Następny wydał się ciekawszy, była to informacja nadesłana z biura prawnego w Jaywick, które informowało, że zakup lasu jest niemożliwy ze względu na odmowę władz. Odłożyła go na bok. Kolejny dokument był listem od niejakiego Aristona Hitcliffa stało w nim napisane.

list hitkifa

To już było coś. Nareszcie ktoś, kto na pewno spotkał się z Mariusem i to w jakiejś tajemniczej sprawie. Tylko czy uda się odnaleźć tego Hitcliffa – westchnęła. List odłożyła na tę samą kupkę co dokument z biura prawnego. Kilka kolejnych kartek było, jak uznała, bezwartościowych. Zainteresował ją dopiero kolejny list, w którym sierociniec w Germon dziękował za darowiznę, jaką otrzymał z rąk Mariusa. To, też uznała za ciekawą informację. Z reszty papierów wybrała jeszcze kilka, w których wymienione były firmy biura lub urzędy i podsumowała swoją pracę. Miała osiem tropów, które może poprowadzą gdzieś dalej. Dokumenty, które jak jej się wydawało, nie stanowiły żadnej wartości, ułożyła równo, wsunęła do dużej koperty i schowała do sekretarzyka. Wśród pozostawionych, odszukała list, który zainteresował ją najbardziej, przeczytała go jeszcze raz, następnie wstała, podeszła do stolika, na którym stał telefon, otworzyła notes, odnalazła numer Diany, podniosła słuchawkę i już po chwili aparat terkotał kolejne cyfry. Kiedy była malutka, miała w głowie myśl, iż to terkotanie wyterkotuje imię i nazwisko właściciela telefonu, po drugiej stronie drutów. Dzisiaj miała takie samo wrażenie. Po kilku sygnałach w słuchawce usłyszała Dianę.
– Cześć, to ja, Joanne. Przepraszam, że tak późno dzwonię, mam nadzieję, że jeszcze nie zbierasz się do snu?
– Nie, oczywiście, że nie, czy coś się stało?
– Nie, nic się nie stało, chciałam cię tylko zapytać. Kiedyś mówiłaś, że interesowałaś się archeologią, mówiłaś nawet, że byłaś na jakimś obozie archeologicznym – Joanne zawiesiła głos pytająco.
– Tak to prawda, cudowne wakacje, zapisane w pamięci gorącym piaskiem, i smagającym twarz, wcale mocno palącym wiatrem. Tak, pamiętam doskonale, to jedno z tych przeżyć, które nie zamaże się w pamięci tak łatwo.
– No właśnie. – Przerwała jej Joanne – stąd moje pytanie. Może kojarzy ci się takie nazwisko Ariston Hitcliff? Mam wrażenie, że to właśnie archeolog, wydaje mi się, że gdzieś spotkałam się z tym nazwiskiem, gdzieś w gazecie.
– No i zupełnie trafnie ci się kojarzy. – Zaśmiała się Diana. – To archeolog, znany archeolog. Ma na swoim koncie troszkę odkryć, możliwe więc, że o nim gdzieś, coś, czytałaś.
– A wiesz może, z jaką uczelnią bądź instytutem jest związany, krótko mówiąc gdzie go można znaleźć?
– Wiem. – Zaśmiała się w słuchawce Diana – On był kierownikiem badań, w których brałam udział.
– Żartujesz?
– Nie, nie żartuje, i nic w tym zaskakującego, większość stanowisk archeologicznych czy wypraw jest z jego inicjatywy, lub przynajmniej pod jego nadzorem. A tak w ogóle to, czemu on cię tak interesuje?
Joanne opowiedziała jej o liście, który znajdował się wśród papierów, jakie zabrała z samotnego domu.
– To bardzo interesujące, tym bardziej że Aryston Hitcliff jest postacią kontrowersyjną, przez złośliwych uważany trochę za fantastę.
– Mogłabyś do niego zadzwonić?
– Ha, ha… – Zaśmiała się Diana znowu w słuchawce – Nie sądzę, aby pamiętał dziewczę z warkoczami, pałętające się pośród innych młodych ludzi z łopatami i pędzelkami, więc raczej cię nie zaanonsuję. A co do odnalezienia go, to wystarczy zadzwonić do Cambridge, na wydział archeologii, albo do stowarzyszenia archeologicznego, jest jego prezesem.
– To faktycznie nie będzie problemu, dziękuję ci Diano, bardzo mi pomogłaś, zaraz poszukam w książce telefonicznej.
– Drobnostka. Wiesz, jutro zadzwonię jeszcze do kolegi, który studiuje archeologię, był też na tym obozie, podpytam go o Aristona.
– O! Byłoby miło, jeszcze raz dziękuję. – Powiedziała Joanne – Miłego wieczoru Diano, do jutra.
Odłożyła słuchawkę i sięgnęła na półkę znajdującą się tuż pod telefonem. Wzięła książkę telefoniczną, usiadła w fotelu i zaczęła wertować kartki.

Następnego dnia rano wykręciła numer, który wyszukała wczoraj i już po chwili usłyszała wolny sygnał w słuchawce, a po dwu, charakterystyczny trzask i głos kobiety
– Hallo?
– Czy dodzwoniłam się do stowarzyszenia archeologicznego? – Zapytała.
– Tak słucham panią – Odparł damski głos, niemający zamiaru się przedstawić.
Pewnie to jedna z tych nadymanych sekretarek – pomyślała Joanne
– Proszę pani, nazywam się Joanne Bird. Szukam Pana profesora Aristona Hitcliffa.
– Pana prezesa nie ma, będzie dopiero w przyszłym tygodniu i chyba szybciej złapie go Pani na uczelni niż tutaj – odparł nieprzedstawiający się nadal głos żeński. Joanne trochę to irytowało.
– A z kim mam przyjemność. – Zapytała. I nie, żeby to złośliwie, co to, to nie, po prostu dla kształtowania kultury archeologicznej.
– O przepraszam, nie przedstawiłam się, Catherine McCormack, jestem sekretarzem stowarzyszenia.
– Miło mi. A gdzie jest w tej chwili pan profesor, jeśli mogę zapytać?
– W Egipcie proszę Pani – lakoniczne odpowiedziała pani McCormack.
– Tak, to chyba będę musiała zaczekać – głośno myślała Joanne. – A proszę pani, czy ja mogłabym u pani zostawić wiadomość dla Pana Hitcliffa?
– Oczywiście, zapiszę ją i zostawię na jego biurku, tyle mogę zrobić dla pani. Więc co mam zapisać?
– Proszę zapisać, że dzwonię w sprawie pana Mariusa Lampard.
– To wszystko? – Zapytał głos w słuchawce.
– Tak to wszystko, dziękuję pani.
Nie wygląda na to, aby udało się złapać szybki kontakt z panem profesorem, pomyślała Joanne, odkładając słuchawkę, cóż może Dianie pójdzie lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Literacha  –  Name the Author
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>