Kochankowie…

– Dobrze, zapomnijmy o tym. Zamieniam się w słuch, mów co cię trapi.
Joanne zrobiła kilka kroków, przetarła oczy i odzyskując równowagę, odwróciła się w stronę Marii.
– Jak wiesz, ostatnio wiele się wydarzyło; śmierć mojej matki, jakiś dziwny człowiek, który oferuje kupno domu, włamania.
– Tak wiem – urwała jej Maria. – Domyślam się też, że jest jeszcze coś, o czym nie wiem.
– Tak, jest jeszcze coś. Widzisz, tego dnia, kiedy byliśmy w domu mojej matki, aby posprzątać ten okropny bałagan, mój brat coś znalazł. Znalazł pewien dokument.
– Pamiętam, że zachowywał się dość dziwnie, wypytywał o ten samotny dom. – wtrąciła Maria.
– Bo właśnie o ten dom chodzi. Nie bardzo to rozumiem, ale ten dokument to akt notarialny, wynika z niego, że matka była jakby jego właścicielką.
– Poczekaj Joanno, bo też nie rozumiem. Masz ten dokument tutaj?
– Tak. – Joanne poszła na zaplecze i wróciła z torebką. – Proszę, zobacz sama.
Kobieta założyła okulary i zagłębiła się w lekturze. Po chwili odłożyła dokument na stolik i spojrzała na Joannę.
– Wiesz, to bardzo dziwne. Faktycznie jest jak mówisz. Czy możesz mi opowiedzieć wszystko, co wiesz o tym domu i o związku twojej matki z tym tajemniczym człowiekiem?
– Ja naprawdę nie wiele pamiętam. Nie wiem nawet czy to, co pamiętam jest prawdą czy dziecięca konfabulacją powstałą z porwanych obrazów pamięci i podsłuchanych słów, których znaczenie było zapewne inne.
– Nie ważne, potraktuję cię jako pierwsze, mało wiarygodne, źródło informacji. Jak przyjdzie potrzeba, pewne elementy zweryfikujemy gdzie indziej – to mówiąc uśmiechnęła się.
– Więc… – Joanne już na początku zrobiła przerwę.
– Nie zaczynamy zdania od „więc” – wtrąciła żartem dla rozluźnienia Maria.
Joanne machnęła ręką.
– Po prostu nie wiem, od czego zacząć. Od początku się nie da. Moja pamięć nie jest w stanie umieścić w ramach czasowych poszczególnych zdarzeń. Nie wiem, co było pierwsze co drugie, nie wiem, no nie wiem.
– Opowiadaj – niecierpliwiła się Maria.
– Może po prostu opowiem o tym, jak ja to widziałam jako dziewczynka i tyle.
– Opowiadaj Joanno – westchnęła ponaglająco Maria, przy czym wzrok uniosła ku górze, odwołując się do Boga, który widzi, a nie grzmi.
– Dobrze już dobrze – Joanne machnęła obiema dłońmi, odganiając się od tych Maryjnych westchnień, przymrużyła oczy i zapatrzyła się w okno gdzie słońce ustępowało już szarości. – On był…- odezwała się po chwili – był dużo starszy od mamy. Szczupły, chyba przystojny. Nie wiem, jak się poznali i kiedy, jednak na pewno długo przed tym za nim mama poznała tatę. Jako mała dziewczynka miałam swój własny świat, znajdował się mniej więcej na wysokości metra, dorośli stanowili niefortunny dodatek do niego. Jedyne co dobrze pamiętam to dom i ogród, w którym bawiłam się całymi godzinami, kiedy oni siedzieli na tarasie. Widzę go teraz za dnia i o zachodzie. Otaczała go ponad setka drzew, tak ciasno, że same z siebie stanowiły płot, uniemożliwiający podglądanie od zewnątrz. W ciągu dnia był zawsze słoneczny, pełen zapachów, gęsty, tajemniczy. Dookoła piętrzące się ogromne skalniaki, między nimi pergole, oplecione winem. To był mój ulubiony świat, pełen robaczków, patyczków, biedronek, sekrecików, robionych z płatków stokrotek i bratków przykrywanych szkiełkiem i zakopywanych w piasku po to tylko by co chwila je odgarniać i cieszyć się kolorowym widokiem. – Oczy Joanne dzisiaj już po raz drugi zaszkliły się niebezpiecznie, westchnęła, nabrała powietrza.
– Z tyłu domu znajdował się długi taras. Było na nim zawsze mnóstwo kwiatów. Wisiały w ratanowych donicach, stały w kamiennych rogach tarasu i przy schodach, po których schodziło się na trawę. Były też w popękanych dzbanach i wiejskich wiadrach. Pomiędzy nimi niczym żołnierze – kaktusy, duże i groźne ze swoimi milionami ostrych kolców. Cały taras, którego dach wspierał się na sześciu kolumnach, opleciony był ponadto winoroślą, zwisały z niej ciężkie od wody i cukru zielone kiście owoców. Wieczorami pamiętam ten dom w półmrokach i cieniach, wewnątrz nigdy nie było jasnego światła. Pamiętam wiele świec i lamp naftowych. Było ich naprawdę dużo, dawały przyjemne żółte, kuliste światło, a w całym domu czuć było zapach nafty i parafiny. Wiele ścian było wyłożonych w całości lub przynajmniej po części kamiennymi płytami, miało się wrażenie, że biją chłodem. Były na nich różne rysunki, kreski, kropki, jakieś dziwne zawijasy, Dzisiaj już wiem, że to pismo egipskie. Matka i on siedzieli zazwyczaj na tarasie. Potrafili długo rozmawiać. O teatrze, książkach których było bardzo dużo w tym domu. Wiele mówili, o których sprawach nie rozumiałam. Dzisiaj myślę, że ich rozmowy były pasją, że zatracali się, w którego świecie ja, jako dziecko, nie rozumiałam. Kiedy byłam starsza, mama już mnie tam nie zabierała, myślę, że bała się, że powiem o tym ojcu, nie chodziła tam już w dzień, chodziła wieczorami, kiedy tylko zasnęłam, a taty nie było w domu. Pamiętam też kłótnię ojca z mamą, krzyczał, że nie życzy sobie, aby odwiedzała tego człowieka, ona broniła się, że to jej znajomy sprzed lat. Później wszystko ucichło, nie wiedziałam dlaczego. Jako dziecko nawet się nad tym nie zastanawiałam, ale dzisiaj wiem, że ten człowiek zniknął, odszedł gdzieś i nikt nie wie, co się z nim stało, tylko ten dom pozostał.
– Hmm…– przerwała jej Maria – muszę ci Joanno zadać jedno bardzo nieprzyjemne pytanie.
– Tak wiem, podejrzewasz, że byli kochankami. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że tak nie było. Nie wiem dlaczego, ale jestem tego pewna.
– A jednak coś musiało ich łączyć. Jeśli to była przyjaźń, to musiała stać przynajmniej na pograniczu miłości. Myślę, że aby, dowiedzieć się więcej musimy, odszukać dokumenty, które powiedzą nam więcej. Zwróć uwagę Joanno, że jeśli ta posiadłość stanowi jedność, wraz z waszą ziemią, to oferta kupna domu matki, nabiera zupełnie innego wymiaru. Sądzę, że powinnaś jak najszybciej pojechać do Heywood i rozejrzeć się w tamtejszych urzędach. Pojechałabym z tobą, ale muszę zostać w sklepie, może wybierzesz się z Arthurem?
– Nie chcę na razie nikomu o tym mówić, chyba sama rozumiesz.
– Ha, trudno. Będziesz musiała pojechać sama, choć nie uważam tego za najlepszy pomysł – westchnęła Maria. – Zrobimy tak, pojedziesz tam w piątek, postarasz się dowiedzieć, jak najwięcej, porozmawiaj z ludźmi, popytaj o tego człowieka, wiesz w ogóle, jak on miał na imię?
– Tak, Marius.
– Więc wypytasz o niego, a ja dojadę do ciebie w sobotę, po zamknięciu antykwariatu, będziesz miała prawie dwa dni na ustalenie czegoś, co może pomóc nam zajrzeć pod dywan twojej rodziny i sprawdzić co tam jest zamiecione.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Literacha  –  Name the Author
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>