Pomoc nadchodzi niespodziewanie…

Rozdział XVIII

Następny dzień przywitał Joannę bólem głowy, jak sądziła spowodowanym niewyspaniem się. Musiała wstać o ósmej, aby być w sklepie na otwarcie, tak jak umówiła się z Marią i Dianą. Wzięła kąpiel, zmywając resztki snu. Nie chciało jej się jeść, nie miała apetytu, więc nawet nie zaglądała do kuchni. Narzuciła coś na siebie, zerkając za okno, aby sprawdzić jaka pogoda jest przypisana temu porankowi i po chwili siedziała już w samochodzie. Mijała znane na pamięć ulice, a myśli krążyły jak sępy wokół wczorajszych wydarzeń. W jednej chwili była przerażona, w drugiej spokojna, w następnej sekundzie zastanawiała się, co się stało, że śmierć matki, jak poruszony kamień, wznieciła lawinę niezrozumiałych i niebezpiecznych wydarzeń. Zamyślona nawet nie zauważyła, kiedy podjechała pod sklep. W środku krzątała się już Maria. Uśmiechnęła się na widok Joanny.
– Dzień dobry jak tam noc minęła! Widzę zmęczenie na twojej twarzy moja droga.
– Nie pytaj, nawet nie wiem, kiedy zasnęłam, choć myślałam, że po tych wydarzeniach nie łatwo mi to przyjdzie. – Odparła Joanne, idąc w kierunku zaplecza, a znikając w nim, zapytała głośno – Diany jeszcze nie ma?
– Nie. Dzwoniła, że spóźni się jakąś godzinkę.
– Pewnie zaspała – Westchnęła Joanne.
– Chyba nie. – Powiedziała Maria, pojawiając się w dwuskrzydłowych drzwiach dzielących sklep na salę i zaplecze. Popatrzyła na Joanne.
– Oj moja droga zrobię wyjątek i zaparzę ci kawy, jesteś zmarnowana i widzę, że bez mocnej kawy się nie obędzie. – To mówiąc podeszła do stolika.
– Diana mówiła, że ma rozmowę z ojcem, że to coś ważnego. – Rzuciła, dokładając węgielki do rosyjskiego samowaru, który nabyła kilka dni temu od jakiegoś imigranta z Rosji jeszcze niezbyt dobrze władającego tutejszym językiem.
– Oby nie miała jakiegoś kłopotu, że tak z nami przystaje i włóczy się po nocach, diabli wiedzą gdzie – Westchnęła Joanne.
– Nie sądzę. Była tak jakoś tajemniczo, pozytywnie podekscytowana, kiedy rozmawiała ze mną.
– Ach już sama nie wiem. Narażamy ją, właściwie ja narażam, mam wyrzuty sumienia, nie mam prawa wciągać kogokolwiek w moje sprawy, zresztą ciebie też Mario, to staje się zbyt niebezpieczne.
– Nie gadaj głupstw z rana Joanno. – Obruszyła się Maria – Lepiej zastanówmy się co teraz.
– Właśnie, co teraz. – Powiedziała powoli Joanne i pokiwała delikatnie głową, zatapiając wzrok w stojącej przed nią lampie naftowej, ślicznie zdobionej krągłymi aniołkami podtrzymującymi klosz. Maria wytargowała ją za bezcen od pewnej damy, wyprzedającej wszystko, co odziedziczyła po zmarłym ojcu. Mnożymy coś całe życie, aby inni mogli je w jednej chwili podzielić – zdążyła pomyśleć, kiedy dał się słyszeć głośny, rozedrgany silnym uderzeniem dzwoneczek przy drzwiach wejściowych, za nim dało się słyszeć głośne wesołe
– Dzień dobry! – Diana, bo to właśnie ona tak zamaszyście wtargnęła do środka, szybkim krokiem sunęła w kierunku zaplecza.
– Dzień dobry – Odpowiedziały zarówno Joanne, jak i Maria.
– A cóż to tak cię energia rozpiera moja droga. – Zapytała Joanne.
– Mam nowiny – odkrzyknęła wesoło. – I myślę, że pomyślne – dodała z dumą.
– No, a nie mówiłam, że pozytywnie podekscytowana – przypomniała swoje słowa Maria, przysiadając obok Joanne.
– Że co? – zdziwiła się Diana.
– Nic, nic, siadaj i opowiadaj, zanim ta duma rozerwie ci piersi – Odrzekła Maria.
Diana usiadła szybko przy stoliku i pochyliła się w stronę kobiet, jakby chciała skrócić odległość, którą dźwięki miały pokonać od jej ust do uszu Marii i Joanny. Już chciała zacząć, kiedy
– Napijesz się kawy? – Zapytała Maria.
– Słucham?
– Czy napijesz się kawy – powtórzyła Maria, wskazując na samowar, uśmiechając się przy tym delikatnie, zdając sobie sprawę, że wybiła Dianę z rytmu.
– A co wy, kawę w samowarze parzycie? – Zdziwiła się Diana, marszcząc czoło – No nieważne – machnęła ręką. – Może później. Słuchajcie, teraz – zaczęła zniecierpliwiona, tym, że ktoś może w takiej chwili myśleć o piciu czegokolwiek. – Rozmawiałam z ojcem, opowiedziałam mu o naszych kłopotach, to znaczy nie o tym wszystkim, tylko no wiecie, o tych związanych ze sklepem…i słuchajcie, jest propozycja! – Tu zatrzymała się z wyczekującym uśmiechem na twarzy, patrząc to na Joannę to na Marię.
– No mów rzesz Diano, nie oczekuj oklasków przed końcem spektaklu – odezwała się Maria.
Diana machnęła ręką, jakby odganiała się od muchy.
– No więc słuchajcie, tatko zgodził się! – Oznajmiła z triumfem i znowu
patrzyła raz to na Joannę to znowu na Marię, te zaś spojrzały na siebie
następnie na Dianę
– No, to brawo! Super! To wspaniale! – Przesadnie głośno, wręcz teatralnie, zagrała głosem Maria, następnie przyciszając go, zwróciła się do Joanny. – Znasz moja droga jakiegoś dobrego lekarza, bo chyba mamy tu ciekawy przypadek.
Joanne z trudem utrzymując powagę, zwróciła się do Diany.
– Zaraz spokojnie. Wydaje mi się, że zbyt nadto skróciłaś swoją opowieść, i… jakby to powiedzieć, nie bardzo wiemy, na co szanowny tata się zgodził.
Diana, tak jak była pochylona w stronę kobiet, przekazując swoją cudowną nowinę, tak teraz, odsunęła się od stolika. Patrzyła przez chwilę na dwie już jawnie rozbawione kobiety. Jej zmarszczone czoło wskazywało, że umysł pracuje i przebiega tam wewnątrz jakiś proces. Jego wynikiem było bąknięcie – Jak to?
– Joanne, ona się chyba nam zepsuła, nie działa za dobrze, to chyba to dzisiejsze słońce, może ją szurnąć gdzieś i zaskoczy, robię tak ze swoim starym zegarem – pokiwała z politowaniem głową Maria.
Joanne nie wytrzymała i parsknęła śmiechem, opanowując się, powiedziała – Diano błagam, powiedz, na co twój ojciec się zgodził i czego dokładnie dotyczyła wasza rozmowa.
– No tak jak mówiłam, tatko zgodził się na otwarcie sklepu. Udostępni nam swój lokal, który ma w centrum miasta, i jest w stanie go dofinansować. – wyrecytowała powoli Diana, analizując każde słowo, pilnując teraz, aby przekaz był jasny.
– Patrz no! Mówiła przecie! Tylko my coś mamy, ten, tego, ze słuchem – kpiła Maria.
– Czy coś nie tak? Wydawało mi się, że to powiedziałam. Myślałam, że się ucieszycie – Diana z obrażoną miną skrzyżowała ręce na piersiach, wyglądała jak napuszona kwoka.
– Diano to wspaniała nowina. – Wybuchnęła Joanne, u której rozbawienie nieporadnością Diany zamieniło się w szczerą radość.
– Moja droga, to najlepsza wiadomość od kilku tygodni, jaką udało mi się usłyszeć. – przytaknęła Joannie Maria.
– Nowina godna szampana! Powiedz dokładnie jak to ma wyglądać, co powiedział tata? Wszystko od początku – pytała podekscytowana Joanne.
– No więc jak powiedziałam, tata z chęcią udostępni lokal i wyłoży pieniądze na rozkręcenie interesu. Lokal jest duży, myślę, że dwa razy większy od tego. Stoi przy głównej ulicy, przy Market Street.
– Coś ty mu nagadała? – Z podejrzliwością zapytała Maria.
– Nic, naprawdę nic, tylko prawdę.
– Tak, już sobie wyobrażam te wielkie, niewinne, nieszczęśliwe oczęta kręcące z lewa na prawo; tatusiu jak ja bym chciała… – Naśladowała słodki głosik Diany – Już to widzę i słyszę – Śmiała się Maria.
– No może, troszkę byłam słodkim dzieckiem – Rzekła skromnie Diana, odzyskując rezon.
– I tak zgodził się od razu, bez żadnych warunków? – Z niedowierzaniem zapytała Joanne.
W tym momencie Diana trochę się zmieszała.
– To znaczy… jest coś, ale oczywiście to nie mój pomysł i nie musisz się na niego zgadzać. – Szybko dodała.
– Nic nadzwyczajnego, tata chce, aby Diana była udziałowcem. Czyż nie tak Diano? – Zapytała Maria.
Diana z przestrachem spojrzała na Marię
– Skąd wiesz?
– Aaa tak mi strzeliło do głowy.
– To prawda Diano? – Zapytała Joanne.
– Tak szepnęła cicho. Ale to naprawdę nie mój pomysł i myślę, że wszystko zależy od ciebie, jeśli się nie zgodzisz i tak otworzymy ten sklep, jakoś to wymyślimy.
Joanne popatrzyła na Marię, na Dianę, uśmiechnęła się.
– Wiecie co? Zgadzam się, ale ja też mam warunek, robimy to razem, czyli Maria też wchodzi do spółki.
– No nie moja droga, teraz to wymyśliłaś! – Obruszyła się Maria – Ja się do tego nie nadaję. Ja jestem prosta wiejska kobieta, a nie tam jakieś. Na panią to ja się nie nadaję.
– Świetnie. – Pisnęła Diana. – Joanno to wspaniały pomysł. – Wstała i podskoczyła jak małe dziecko – Ale będzie! Zamówimy taki szyld, gdzie wymienimy nasze nazwiska – Diana patrzyła gdzieś w dal, jakby już widziała ten szyld – Co tam szyld, całą witrynę! – wykrzyknęła po sekundzie.
– Ola, ola, moja panno, ty chyba nie słyszysz, co ja mówię, ja się do tego nie nadaję!
– Nadajesz się Mario. – Joanne wzięła obiema dłońmi delikatnie ją za rękę jak matkę. – Nadajesz się – powtórzyła miękkim głosem. Nagle odsunęła się od stolika – Ostrzegam cię moja droga, że jeśli ty się nie zgodzisz, ja też nie wchodzę w ten interes! – Powiedziała z udawaną powagą.
Maria pokręciła głową i westchnęła.
– Świat staje do góry nogami.
– No to co, załatwione? – Z nadzieją zapytała Diana.
– A idźcie do diabła, czorty jedne! Niech wam będzie – machnęła ręką Maria.
– To świetnie! Więc teraz tak, lokal będzie wolny za jakieś dwa miesiące, wiem, tego nie mówiłam, ale nie sądzę, aby to stanowiło problem. Jutro jeszcze porozmawiam z ojcem, jest pozytywnie nastawiony, pożyczy nam pewną sumę na początek, aby zapełnić sklep, myślałam, że można spróbować sprowadzać meble z zagranicy. Co wy na to?
– Joanno słyszysz tę handlarę? Słyszysz te pomysły? Nie wiem, czy my w ogóle do czegoś tam będziemy potrzebne, ja to chyba stanę obok jakiegoś stolika i będę robić jedynie za lampę.
– No ale przyznasz Mario, że to dobry pomysł, same o tym myślałyśmy – uśmiechnęła się Joanne.
– A co do tych dwu miesięcy to myślę, że nawet dobrze się składa. Daje nam to czas na rozwiązanie sprawy, jaka wiąże się z domem twojej mamy Joanno – argumentowała Diana.
Joanne zastanowiła się.
– Może masz rację, może spakować to wszystko jak najszybciej, zwolnić ten lokal i zrobić sobie długi urlop. Tak to jest myśl! – Dodała nagle z przekonaniem. – Nie będę tu siedzieć, jak mnie nie chcą. Tylko ogarnąć papierkową robotę, temat klientów i zacząć wakacje w Heywood.
– A właśnie à propos dokumentów kochane, wczoraj po powrocie do domu przestudiowałam te, które zabrała Diana, niewiele z nich się można dowiedzieć, ale jest kilka dających nadzieję na złapanie tropu. Poza tym są adresy, pieczątki daty. Myślę, że to pozwoli choć trochę zajrzeć w przeszłość. Trzeba będzie tylko odwiedzić wymienione miejsca, firmy, gdzieś ktoś przecież będzie coś pamiętał.
– To dobrze – powiedziała z przekonaniem Joanne – bo teraz już wiem na pewno, że muszę wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.
W tej chwili dał się słyszeć dzwoneczek, oznajmiając pojawienie się pierwszego klienta.
– Koniec tego dobrego moje panie, czas zająć się pracą, porozmawiamy później – powiedziała z zapałem Joanne. Miała świetny humor. Niespodziewana wiadomość Diany rozświetliła ciemne chmury, które od pewnego czasu wisiały nad Joanne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Literacha  –  Name the Author
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>