Dobrze rozumiesz braciszku…

– Odsuń się. – Arthur oddał jej torbę z zakupami i wysunął się przed nią. – Nie podchodź, zostań tutaj – dodał, przyciszając głos.
Delikatnie stąpając, podszedł do drzwi. Joanne usłyszała jak drewniana podłoga delikatnie poskrzypuje, wcześniej na to nie zwracała uwagi, teraz dźwięki wydawały jej się nienaturalnie głośne. Arthur delikatnie popchnął drzwi i powoli zanurzył się w półmroku przedpokoju. Po chwili zniknął Joannie z oczu. Stała przestraszona i wsłuchiwała się w ciszę. Mijały sekundy, a wydawało się, że mijają całe zastępy minut. Nagle usłyszała głośne kroki, w przedpokoju ponownie pojawił się Arthur.
– Nikogo nie ma, ale bałagan masz okrutny. Mam nadzieję, że nie trzymałaś w domu większych ilości pieniędzy.
Joanne bez słowa weszła do mieszkania, stanęła w drzwiach salonu i zmierzyła wzrokiem całe pobojowisko. Miała wrażenie, że wszystko, co było możliwe do otwarcia, zostało otwarte. Zawartości szuflad walały się na podłodze. Dokumenty, listy, pisma, żurnale, sterczały tu i ówdzie niczym trójkątne krzywe namiociki. Meble poodsuwane od ścian i powywracane. Nawet dywan był zadarty i zsunięty na bok, leżał jak wielka gruba płachta, zakrywając jeden z foteli. Zajrzała do pozostałych pokoi. Wszędzie malował się taki sam uroczy widok.
– Joanno sprawdź, co zginęło, trzeba zawiadomić policję – podniesionym głosem z salonu odezwał się Arthur, kiedy wchodziła do sypialni.
– Tak, tylko powiedz, co ja mogę w takim bałaganie sprawdzić. Zresztą nie miałam nic wartościowego. Może trochę biżuterii, ale jak widzę ta leży tu porozrzucana, chyba nie była zbyt atrakcyjna dla tych drani.
– Dzwonię na policję Joanno – znowu krzyknął z salonu.
– Dzwoń, choć nie sądzę, aby miało to sens.
Wróciła do dużego pokoju, z wysiłkiem postawiła jeden z foteli na nogi i usiadła.
Arthur właśnie połączył się z posterunkiem i wyjaśniał komuś po drugiej stronie linii zaistniałą sytuację. Po chwili odłożył słuchawkę.
– Mówili, aby niczego nie ruszać, przyjadą jak najprędzej.
Joanne zrezygnowana wzruszyła ramionami.
– Przykro mi – powiedział Arthur i umilkł, nie wiedząc za bardzo co można w takiej chwili więcej powiedzieć.
– No cóż zaprosiłam cię na kawę, więc zaparzmy ją sobie. Nic chyba nie stoi na przeszkodzie, mam tylko trochę większy bałagan niż się spodziewałam, chyba mi to wybaczysz – próbowała uśmiechnąć się Joanne.
– No tak, masz rację, chyba nic nie stoi na przeszkodzie, pozwolisz, że ja się tym zajmę – mówiąc to, skierował się do kuchni.
Policja pojawiła się faktycznie szybko; dwu mundurowych konstabli, jakiś wysoki człowiek w płaszczu z wielkim aparatem fotograficznym, oraz drugi o pociągłej twarzy w czarnym golfie i tweedowej marynarce. Przedstawił się jako inspektor Grisham. Zadał Joanne szereg rutynowych pytań, wyraził współczucie w związku z zaistniałą sytuacją i obiecał, że policja zrobi co tylko w jej mocy, aby odnaleźć sprawców, na koniec wręczył wizytówkę i poprosił, aby jutro zadzwoniła i podała wykaz przedmiotów, które zostały skradzione. Wszystko zajęło nie więcej niż dwadzieścia minut.
Joanne i Arthur znowu zostali sami.
– Cóż chyba zadzwonię po Ellen, poproszę, aby przyszła i pomogła mi w tym bałaganie.
– Tak to dobry pomysł – przytaknął. – Oczywiście, jeśli mogę też na coś się przydać, to rozporządzaj mną bez wahania – dodał po chwili.
Joanne wstała z fotela i podeszła do telefonu, chciała podnieść słuchawkę, kiedy ten właśnie zadzwonił. Wzdrygnęła się i w pierwszym odruchu cofnęła rękę. Dzwonek odezwał się drugi raz. Tym razem podniosła słuchawkę.
– Halo, tak słucham?
– No nareszcie, gdzie ty u licha się podziewasz, dzwonię cały dzień – w słuchawce dało się słyszeć poirytowany głos Petera.
– Co jest braciszku, aż tak stęskniłeś się za mną? – Zapytała, próbując żartować.
– W domu mamy miało miejsce włamanie, dzwonił do mnie Andrew Griffiths, próbował się z tobą skontaktować, ale bezskutecznie.
– Co ty pleciesz? Kiedy to się stało?
– No nie wiem. Dzisiaj zauważył, ale kiedy to się stało, nie wiadomo.
Joanne próbowała zebrać myśli jednak nic z tego nie wychodziło. Miała wrażenie, że pijane biegają po głowie, obijając się o jej ściany powodując pulsujący ból.
– Chyba trzeba tam pojechać – w słuchawce odezwał się ponownie Peter.
– Czekaj, daj mi zebrać myśli. A ty będziesz mógł przyjechać?
– Jutro pracuję, postaram się wziąć wolne, jeśli mi się nie uda, to mogę przyjechać dopiero wieczorem. Planowaliśmy z Melanie gdzieś pojechać na weekend więc….
– Też miałam włamanie – przerwała mu Joanne.
– Słucham?
– Też miałam włamanie. Właśnie wyszła ode mnie policja.
W słuchawce przez chwilę zapanowała cisza.
– Czyli, że jak? Że u ciebie w domu też było włamanie? Dobrze rozumiem?
– Tak właśnie, dobrze rozumiesz braciszku.
– Bez sensu. Co teraz?
Peter jak zwykle przybrał pozę bezradnego młodszego brata oczekującego na przywódcze decyzje Joanny.
– Nic braciszku, zupełnie nic. – Zadzwonię do ciebie jutro jak będę jechać do domu mamy, umówimy się. Pozdrów Melanie i dzieciaki ode mnie.
– Dobrze więc do jutra, Dobranoc.
– Dobranoc – Joanne odłożyła słuchawkę.
Arthur Gallagher, który przysłuchiwał się rozmowie, jakby tylko na to czekał.
– Co się stało? – zapytał z niepokojem w głosie.
– Poczekaj, zaraz ci powiem tylko zadzwonię do Ellen, bo zostanę z tym bałaganem do jutra. Joanne wykręciła numer.
Ellen Anderson zgodziła się bez zbędnych pytań, powiedziała krótko, że będzie za piętnaście minut.
– Więc co się stało Joanno? – zapytał ponownie Arthur.
– Nie uwierzysz, ale do domu mojej matki również się włamano – Odparła, osuwając się przy tym ponownie na fotel.
Arthur patrzył na Joannę, jakby przez chwile nie rozumiejąc.
– Jak to? To nie możliwe. Trochę to dziwne, myślisz, że to przypadek?
– Jasne, chyba nie sadzisz inaczej, przecież to zupełnie inne miasta, dzieli je spora odległość. Jako Birdowie nie należymy do rodzin Medyceuszy, nie posiadamy ogromnych majątków czy kolekcji dzieł sztuki, więc komu by się chciało włamywać do naszych mieszkań – i to hurtem. Tak w ogóle jestem głodna.
– Zaraz coś zamówię.
– Cóż za wspaniały dzień dzisiaj… był – westchnęła z ironią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Literacha  –  Name the Author
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>