Wielki budowniczy wszechświata…

Rozdział XII

Masoni.pJoanne poszła rozpalić pod kuchnią, Maria zapewne przed rozmową będzie chciała zaserwować jedną ze swoich herbatek – pomyślała. Zdążyła ułożyć zgrabny stosik drewienek w palenisku kiedy ta pojawiła się w drzwiach.
– Zostaw to moja droga. Ja się tym zajmę. – Podeszła bliżej przykucnęła i wyjęła z rąk Joanny zapałki.
Po chwili na kuchni trzaskał przyjemny ogień. Maria postawiła na rusztach czajnik, a do imbryczka wsypała suszone liście mieszaniny herbat i ziół. Joanne przyglądała się jej w milczeniu, chciała mieć taką starość, chciałaby mieć taką mądrość, ciepło i rozsądek, aby móc je komuś tak po prostu podawać z herbatą.
– Dobrze, teraz chodźmy do salonu – powiedziała Maria odwracając się w kierunku Joanny.
– Jasne chodźmy.
Usiadły w fotelach.
– Opowiadaj co się dowiedziałaś.
Joanne streściła rozmowę z notariuszem i Sally Osborn, potem opowiedziała o rozmowie z Kate i jej mężem. Na koniec zostawiła sensację dotyczącą odkrycia schowka w pokoju matki.
– To wszystko? – zapytała Maria.
– To mało?
– Nie mówię, że mało tylko pytam czy to wszystko?
Joanne zawahała się, nie wiedziała, czy opowiadać o nocnych zwidach i strachu jaki przeżyła ubiegłej nocy.
– No mów, widzę że jeszcze coś ukrywasz – dopytywała Maria.
– To nic ważnego, pewnie moje imaginacje.
– Mów – nalegała.
– Ktoś mnie obserwował.
– Kto?
– Nie wiem, była noc, stał w lesie.
– Jesteś pewna?
– Nie wiem. Może to ta samotność. Od czasu włamania mam wrażenie, że nie jestem w tym domu sama.
Maria pokiwała głową w zamyśleniu.
– Sądzisz, że zwariowałam?
– Nie sądzę, ale zanim coś powiem, chciałabym zobaczyć te książki, które znalazłaś w pokoju mamy. Możesz mi je pokazać?
– Oczywiście, zaraz przyniosę.
Joanne wstała z fotela i poszła na górę do pokoju matki. Po chwili ukazała się ponownie, dźwigając wielkie i ciężkie tomiska. Maria zerwała się i pospieszyła jej z pomocą. Ułożyły książki na stoliku. Joanne obserwowała jak Maria, brała po kolei każdą z nich, przewracała kartki, delikatnie, powoli, delektując się widokiem i dotykiem. Kiedy odłożyła ostatnią spojrzała na Joanne.
– Są piękne, aż dech zapiera..
– Ale co o tym sądzisz? Ja nie wiele z tego rozumiem.
– Zacznijmy od początku – westchnęła Maria, ale przed tym pójdę zalać herbatkę, na pewno woda już się zagotowała albo co gorsza, wygotowała. Po chwili przyszła, niosąc na tacy, filiżanki i dzbanek z gorącą herbatą.
– Na szczęście zdążyłam. Jeszcze trochę i byśmy spaliły czajnik. – Nalała gorącego naparu i otworzyła cukiernicę. – Teraz kiedy mamy herbatkę która ogrzeje nam ducha i zwiększy jasność myślenia, możemy przejść do analizowania tego co wiemy – mówiąc to usiadła na powrót w fotelu. Spojrzała na Joannę ta zaś patrzyła na Marię.
– No tak, to, co, to ja chciałam powiedzieć? A tak, zacznijmy więc od początku. Primo; mamy grubaska, pana Smith, który chce nabyć dom twojej matki. Secondo; serię włamań. Terzo; nową postać o której nic nie wiemy, czyli dziewczynę Sophie, podającą się za córkę Mariusa, można wnioskować, że chce rozpocząć postępowanie spadkowe swojej rodziny, albo tak jak my, szuka jakiś informacji. Quarto; Mariusa o którym wiemy tylko tyle, że był raczej osobą niedostępną i tajemniczą i że miał syna, być może też i córkę. Quinto; mamy postać w lesie której bym nie ignorowała, książki twojej mamy i jeszcze tą umowę, według której, twoja matka mogłaby stać się właścicielką domu, gdyby nie tajemnicza Sophie.
– No i gdyby nie syn Mariusa – wtrąciła Joanne.
– Po którym, ślad zaginął jak i po ojcu. – dodała Maria. – W każdym razie to chyba wszystko, czy jeszcze o czymś zapomniałam?
– Nie, myślę, że to wszystko – powiedziała Joanne rozkładając ręce. – Nie widzę tylko związku tych książek z całą ta sprawą.
– Dobrze więc, – Maria zignorowała ostatnią uwagę Joanny – Czy na podstawie tych elementów możemy wysnuć jakieś wnioski – tu wzięła spory łyk herbaty. – Myślę, że to wszystko za mało, ale spróbujmy. Na początku ustalmy a priori – Smith ma mocodawców i sam jest pionkiem.
Sądzisz, że nie działa sam?
– Oczywiście, jest zbyt oficjalny w swoim działaniu, ale idźmy dalej, myślę, że próba nabycia domu wiąże się nie tylko z chęcią uzyskania do niego dostępu ale też i do domu Lamparda. Coś musi w nich być, na czym komuś bardzo zależy.
– No tak ale po co kupować dom i jednocześnie włamywać się do niego? – zapytała Joanne.
– Tego przyznam do końca nie rozumiem. Z jednej strony mogą się obawiać, że znajdziesz to „coś” przed nim, z drugiej po co w ogóle kupować jak można wykraść?
– A nie sądzisz, że szukali tych ksiąg? Są sporo warte.
– Może, ale wtedy znowu wracamy do pytania; po co mieliby kupować dom? Nasuwa się też kolejne pytanie; dlaczego działają dopiero teraz, a nie po zniknięciu Mariusa.
– Nic nie rozumiem – westchnęła Joanne. – Czego oni chcą, czego szukają?
– Niestety moja droga tego nie wiem. Jednak jedno jest pewne, Arthur ma rację, powinnaś na siebie uważać, Widać, że nie żartują, chcą cię zmusić do sprzedania rodzinnych włości, sądzą, że zrobisz to z braku pieniędzy, dlatego właśnie pozbawiono cię sklepu.
Joanne zdążyła już zapomnieć o tym fakcie, teraz boleśnie wrócił wywołując kłucie w dołku.
– Tak to jest nowy problem, jednak nie mam zamiaru rezygnować z antykwariatu, w najgorszym wypadku trzeba będzie poszukać innego miejsca.
– Na pewno dasz sobie radę, pomogę ci, Diana też. Jest bardzo zaangażowana, można by powiedzieć, że zakochała się w tobie.
– Nie żartuj.
– Nie żartuję, to młode dziewczę ciągle o ciebie wypytuje, mówi o tobie w samych superlatywach, ciągle słyszę; Joanne to, Joanne tamto.
– Dajmy temu spokój, wróćmy lepiej do tematu.
– Tak, no to wracajmy – zaśmiała się Maria.
– Tak więc co robimy?
– Cóż następny krok jest jasny, mamy telefon tej Sophie więc skontaktujemy się z nią. Mam nadzieję, że dużo nam wyjaśni, dlatego dzisiaj nie ma co się więcej zastanawiać i zgadywać. Jest tylko jedna rzecz o której dzisiaj możemy porozmawiać i przyznam, że to mnie mocno intryguje.
– Tak wiem Mario, już cię trochę znam, najlepsze zostawiasz na koniec, a ponieważ ominęłaś temat ksiąg leżących przed nami pewnie, to właśnie one będą tematem rozmowy. Czekałam na to.
– Doskonale Joanno – znowu zaśmiała się Maria. – Trafiłaś w dziesiątkę.
– No to słucham, od razu powiem, iż sama orientuję się, że mają dużą wartość antykwaryczną.
– To prawda Joanno, jednak ich specyfika polega na czymś innym, ale jeśli już zaczęłaś od wartości, to na przykład ta, – Maria podniosła jedną z ksiąg, – nosi tytuł „Fama Fraternitatis”, jest to pierwsze wydanie z 1614 roku. Jeśli jest oryginalna to jest dużo warta i to nie tylko ze względu na jej wiekowość ale ze względu na treść. I na tym właśnie chciałbym się skupić, na treści tych ksiąg. Ale na początek; czy słyszałaś kiedyś o tajnych zakonach?
– Nie, a powinnam?
– Nie oczywiście, że nie – uśmiechnęła się Maria, jednak w tych okolicznościach warto liznąć ze źródła wiedzy.
– No to zaglądam do twojego Mario, przemów moje źródło – zaśmiała się.
– To bardzo hermetyczne zakony i sama nie wiele wiem ale jedno jest pewne, to ich książki, to ich przywódcy są ich autorami. Te książki są dla nich jak biblia i jeśli teraz, powiążemy trzy fakty, a mianowicie, opowieść Andrewa Griffithsa o Mariusu i dziwnych rzeczach które miały miejsce w domu, dedykację w książce, oraz częstą bytność twojej matki w jego domu, możemy wysnuć pewne wnioski.
– Przypuszczasz, że moja matka miała coś wspólnego z jakimiś tajnymi zakonami?
– Nie wiem moja droga, jednak wiele na to wskazuje.
– Boże czego ja się jeszcze dowiem o mojej matce.
– Miejmy nadzieję, że nic złego.
– Dobrze, A co z treścią tych książek? Wygląda to na jakąś alchemię.
– Nie alchemię, a magię. To świat transcedentalny. Żywioły, woda, ogień, powietrze, ziemia, eter. Nie słyszałaś o tym?
– Kojarzy mi się tylko diabelskim pentagramem.
– Pentagram nie jest diabelski. Pitagorejczycy odkryli w nim złote proporcje. Chrześcijanie pentagram nazwali gwiazdą betlejemską. Templariusze budowali zamki na obrysie pentagramu. Dopiero inkwizycja uznała go za symbol głowy diabła bafometa.
– Dobrze, ale kto traktuje to dzisiaj poważnie, tą całą magię?
– Choćby masoni. Wiesz ile są dla nich warte te książki? Są dla nich bezcenne.
– Ale ustaliłyśmy, że te książki mogliby wykraść, nie musieliby posuwać się do kupna domu. Wybacz ale odnoszę wrażenie, że kręcimy się w kółko.
– Właśnie! Że też nie wpadłam na to wcześniej.
– Na co?
– Jasne, to proste!
– Co?
– Oczywiste!
– Powiesz wreszcie?
– Tu, lub w tym drugim domu, jest coś, czego nie da się wynieść!
– Cholera – wyrwało się Joanne. – To ma sens.
– Musimy przeszukać ten dom, ale nie szukać czegoś małego, co można schować, a czegoś, co może widziałyśmy już nie raz, nie patrzmy na obraz, a na całą ścianę.
Joanne wstała z fotela. – No to na co czekamy?
– Spokojnie – uśmiechnęła się Maria – Weźmiemy się za a to jutro, teraz jest już późno pora, czas zbierać się do spania.
– Żartujesz? Nie wiem czy teraz zasnę!
– To wypijmy sobie po kielichu – zaśmiała się Maria.

Niedziela zleciała w oka mgnieniu, po mimo wnikliwego studiowania wszystkich pomieszczeń nie udało się odnaleźć niczego co naprowadziłoby na ślad tajemnicy. Joanne była trochę zwiedziona. Po wczorajszej rozmowie była pewna, że wszystko wyjaśni się o poranku. Teraz miała wrażenie, że znowu stoją w martwym punkcie. Maria, widząc jej minę próbowała ją rozweselić. Ugotowała rosół, o który Joanne prosiła już wczoraj, na drugie zrobiła pyszną kurę w potrawce. Po obiedzie wyciągnęła ją na spacer na którym skrzętnie omijała temat Smitha, sklepu czy włamań. Kiedy wróciły, spakowały się i ruszyły w drogę powrotną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

AlphaOmega Captcha Literacha  –  Name the Author
     
 

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>